Język ciała kształtuje naszą osobowość – udawaj póki nie uwierzysz!

Ostatnio miałem okazje zobaczyć wykład Amy Cudy na temat tego jak mowa ciała wpływa na nas i uzyskiwane efekty. Z jednej strony nic nowego. Myślę, że wiele osób ma świadomość tego choć nie każdy to stosuje bo być może mówi do siebie „Nie, to nie ja”, „Nie chcę udawać kogoś kim nie jestem”, „Nie chcę być oszustem”.

Dla osób, które mają podobne myśli polecam przeczytać fragment transkrypcji z nagrania, które umieściłem poniżej lub zobaczyć całe nagranie.

Jak ważna jest mowa ciała? Pewnie słyszeliście, że w komunikacji największą rolę odgrywa mowa ciała (58%), później głos (35%) i słowa (7%). Te wyniki nie do końca są prawdziwe w odniesieniu do wszystkich przypadków, w których się komunikujemy (więcej o micie mowy ciała tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=7dboA8cag1M&feature=player_embedded). Jednak mimo to z pewnością mowa ciała ma znaczący wpływ na to jak jesteśmy odbierani i jak sami się czujemy.

Introwertycy mają tendencje do kierowania swojej uwagi do wewnątrz oraz do myślenia co powiedzieć. Warto jednak pamiętać o tym by zastanowić się również nad tym „jak” coś powiedzieć. Spróbuj postarać się być bardziej ekspresyjnym w przekazywaniu emocji jeśli chodzi o ton głosu, postawę i gesty, a efekty mogą Cię pozytywnie zaskoczyć.

    Gdy mówię ludziom, że nasze ciała wpływają na umysły, że umysł może zmieniać nasze zachowanie, a nasze zachowanie może zmienić uzyskiwane wyniki, odpowiadają: „Nie… moim zdaniem to oszustwo”. Racja? A ja odpowiadam, udawaj aż to osiągniesz. „Nie, to nie ja”. „Nie chcę czegoś osiągnąć i czuć się z tym jak oszustka”. Nie chcę podawać się za kogoś, kim nie jestem. Nie chcę się gdzieś dostać tylko po to, żeby później czuć, że nie powinnam tam być. To bardzo do mnie przemawia. Opowiem wam krótką historię o byciu oszustem i odczuwaniu, że nie powinnam gdzieś być.

W wieku 19 lat miałam bardzo poważny wypadek. Wyrzuciło mnie z samochodu, przekoziołkowałam parę razy. Ocknęłam się na oddziale z urazem głowy. Okazało się, że muszę odejść ze studiów. Powiedziano mi, że mój iloraz inteligencji spadł o dwa poziomy. To był naprawdę szok. Znałam swoje IQ, uważałam się za inteligentną. Wszyscy mówili, że byłam utalentowanym dzieckiem. Odsunięto mnie od studiów, ale próbowałam wrócić. Mówili mi „Nigdy nie skończysz studiów. Jest wiele innych rzeczy, którymi możesz się zająć, ale studiów nie skończysz”. Bardzo się z tym zmagałam. Muszę powiedzieć, że utrata własnej tożsamości w taki sposób, dla mnie to było wykluczenie spośród inteligentnych, to naprawdę powoduje, że czujesz się maksymalnie bezsilny. Czułam się całkiem bezsilna. Pracowałam bardzo ciężko i poszczęściło mi się, dalej pracowałam, znowu się udało i dalej pracowałam.

Wreszcie ukończyłam studia. Trwało to 4 lata dłużej niż w przypadku moich kolegów i koleżanek, ale przekonałam kogoś, tj. moją sponsorkę Susan Fiske, żeby wzięła mnie pod skrzydło. Dzięki temu trafiłam do Princeton, ale zaczęłam myśleć, że nie powinno mnie tam być, że jestem oszustką. W nocy poprzedzającej moją mowę na pierwszym roku, to taka tradycja na Princeton, 20-minutowa mowa przed 20 osobami. To wszystko. Tak bardzo bałam się, że wszystko się wyda następnego dnia, że zadzwoniłam do mojej sponsorki, i powiedziałam, że odchodzę. Ona na to: „nigdzie nie odchodzisz, postawiłam na ciebie – zostajesz. Zostaniesz i zrobisz tak… będziesz udawać. Wygłosisz wszystko, co każą ci przygotować. Będziesz to powtarzać tak długo, aż będziesz przerażona, sparaliżowana, poczujesz, że wychodzisz z siebie aż dojdziesz do tego momentu, gdy stwierdzisz: „o matko, ja to robię! Osiągnęłam to, ja naprawdę to robię”. Tak zrobiłam. Pięć lat studiów doktoranckich, kilka dobrych lat. Pochodzę z północnego-zachodu. Przeniosłam się do Harvardu. No więc jestem tam i naprawdę już tak nie myślę, ale naprawdę długo myślałam: „Nie powinnaś tu być. Nie powinnaś tu być”.

Dobra, pod koniec mojego pierwszego roku pracy na Harvardzie przyszła do mnie studentka, która nie odezwała się ani razu przez cały semestr. Mówię jej: „musisz zacząć brać udział w zajęciach albo oblejesz”. Przyszła do mnie, ale ja jej w ogóle nie znałam. I mówi, całkowicie złamana: „Nie powinno mnie tu być”. To była dla mnie ta chwila. Wtedy stały się dwie rzeczy. Po pierwsze zdałam sobie sprawę, że, o mój Boże, ja już tak nie myślę, rozumiecie. Już się tak nie czuję. Ona się tak czuje, a ja już nie. Po drugie, powinna tu być! Też może udawać i stać się silna. Odpowiedziałam jej: „Właśnie, że powinnaś! Powinnaś tu być! Jutro przyjdziesz i będziesz udawać, staniesz się silna, rozumiesz? będziesz….” (Brawa) (Brawa) „Wejdziesz do sali i wygłosisz najlepszy komentarz, jaki dotychczas słyszano”. I wiecie co? Jej komentarz był najlepszy. Ludzie zaczęli się rozglądać i mówić do siebie z niedowierzaniem, że dotychczas nawet nie widzieli dziewczyny. (Śmiech)

Parę miesięcy później przyszła do mnie i zrozumiałam, że ona nie tylko udawała, aż jej się udało, ale tak naprawdę udawała aż stała się tym naprawdę. Zmieniła się. Dlatego mówię dziś do was: nie udawajcie aż się uda, ale udawajcie, aż to poczujecie, jasne? Róbcie to tak długo aż naprawdę osiągnięcie i utrwalicie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *